Turkmenistan – co warto zwiedzić?

Pojechać na wycieczkę do Turkmenistanu by zobaczyć najsłynniejsze jego zabytki wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO- Merw, Kunię – Urgencz i Nisę – nie jest łatwo. Podróż do Turkmenistanu nie jest marzeniem wielu osób, dlatego trudno znaleźć ją w katalogu biur podróży. Podróż indywidualna jest możliwa ale wymaga wielu, wielu zabiegów oraz szczęścia i przebiegłości w rozgrywce z urzędnikami pracującymi w turkmeńskich ambasadach. Turkmenistan nie chce masowej turystyki, nie potrzeba mu do szczęścia obwieszonych aparatami i wożących się klimatyzowanymi autobusami turystów. Jeśli chcesz pojechać do Turkmenistanu, drogi czytelniku, musisz sam tego chcieć. Żaden billboard, żadna reklama w tramwaju, żaden katalog biura podróży ani żaden bestseller celebryty nie zachęci cię do wyjazdu do tego oszałamiającego kraju. A do Turkmenistanu warto pojechać. Przepiękne, pustynne krajobrazy; niezniszczona przez lata sowietyzacji kultura; ruiny starożytnych miast, płonący krater na pustkowiu czy monumentalna zabudowa Aszchabadu to wszystko atrakcje jednego z najbardziej niedostępnych dla masowej turystyki kraju na świecie.

Turkmenistan to kraina ginąca w piaskach pustyni Kara Kum. Jej granice wyznacza Morze Kaspijskie na zachodzie, dobiegające swoich dni Morze Aralskie na północy oraz rzeka Amu- Daria i pustynia Kyzył Kum na wschodzie. Rozciągjace się na ponad tysiąc trzysta kilometrów wysuszone, puste, nieprzyjazne bezdroża były przez setki lat drogą, którą pokonywały armie wielu wielkich dowódców, by dotrzeć do bogactw kryjących się za jej krańcami. To właśnie tymi drogami na wschód szły wojska Aleksandra Macedońskiego. To na piaski pustyni Kara Kum wielki dowódca wylał wodę przyniesioną mu przez służącego mówiąc, że sam nie będzie pił, jeśli jego żołnierze umierają z pragnienia. Tędy maszerowały hordy Tamerlana w pochodzie na zachód. I tędy biegł Jedwabny Szlak – niezliczone karawany obładowanych towarami wielbłądów i wielojęzyczny tłum kupców naznaczyli swoim znojem czarne piaski pustyni. Kara Kum zawsze była niepokorna dla wszystkich, którzy próbowali ją ujarzmić. Jej peryferia stały się domem dla twardych, bitnych i odważnych ludzi – Turkmenów. I na jej obrzeżach zachowały się ruiny starożytnych miast i twierdz, które są dowodem niełatwej przeszłości tych ziem, która rozmywa się w zakamarkach historii i piaskach pustyni.

Położone przy granicy z Uzbekistanem miasto Kunia – Urgencz(Stary Urgencz) było kiedyś najpotężniejszym miastem wzdłuż Jedwabnego Szlaku, stolicą Chorezmu – regionu leżącego w ujściu Amu Darii do Morza Aralskiego. Swoje najlepsze lata przeżywało pod rządami Turków Seldżuckich w XII i XII stuleciu i było wtedy jednym z największych miast świata islamskiego. W 1221 roku zostało doszczętnie zniszczone przez armię Czyngis Chana. Odbudowane, powróciło do swojej świetności – słynny arabski podróżnik Ibn Battuta pisał w XIV wieku, że jest to największe, najświetniejsze, najpiękniejsze i najważniejsze miasto Turków. Niestety, właśnie takie miasta niszczył, podpalał i grabił godny następca Czyngis Chana na środkowoazjatyckich stepach – Tamerlan. W rakcie dwóch wypraw przeciwko Chorezmowi spowodował upadek Kunia Urgencz. Dzieło zniszczenia dokokńczyła sama natura – Amu Daria zmieniła swój bieg i pozbawiła miasto źródeł życiodajnej wody. W XVI wieku Kunia Urgencz została pozostawiona przez ostatnich mieszkańców a stolicą regionu została Chiwa. Obecnie jest to jedno z najbardziej istotnych stanowisk archeologicznych w Turkmenistanie. Na kompleks składają się budowle pochodzące z XI – XVI wieku: meczety, brama wjazdowa do karawanseraju, mury obronne, mauzolea i słynny 60 – metrowy Kutlug Timur minaret. Są one dowodem niesamowitych dokonań w architekturze i sztuce, których wpływy sięgały Iranu i Afganistanu a nawet Imperium Mogołów w Indiach. Wszystko to spowodowało, że Kunia Urgencz zostało umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

W I wieku przed nasza erą dwa wówczas największe imperia Wschodu i Zachodu spotkały się w walce o panowanie nad światem – były to Rzym i irańskie państwo Partów. W chilach rozkwitu Partowie rządzili na terenach rozciągających się od Mezopotamii aż po Indie. Stolicą tego państwa była Nisa, która jest położona w granicach dzisiejszego Turkmenistanu, kilkanaście kilometrów od stolicy kraju – Aszchabadu. Istniejąca przez stulecia, podbijana i niszczona przez Persów, Arabów, mongolskie ordy i wojska Tamerlana za każdym razem odnawiana i ponownie czerpiąca korzyści ze swego położenia na Jedwabnym Szlaku. Nisa jest miejscem, gdzie przenikały się epoki, religie i cywilizacje; miejscem niezwykłym nie tylko dla archeologów ale także dla turystów, którzy w urokliwie położonym u stóp Kopet Dagi parku archeologicznym, mogą oglądać pozostałości cytadeli, murów obronnych, rezydencji królewskiej oraz świątyni, w której bardzo wyraźnie widać, że w Nisie współistniały koncepty pochodzące z różnych stron starożytnego świata – hellenistyczne i irańskie założenia architektoniczne idealnie się dopełniają. W Nisie ciągle przeprowadza się badania archeologiczne, więcej rzeczy nadal czeka na odkrycie niż jest już udostępnionych dla turystów.

Najłatwiej rozpoznawalnym z zabytków Turkmenistanu jest jednak starożytne Merw. Pod tą nazwą schowane jest kilka ośrodków miejskich, które były budowane by zniknąć z powierzchni ziemi na przestrzeni ostatnich 2.5 tysięcy lat. Łączy je położenie – w żyznej delcie rzeki Murgab, której wody znikają w piaskach pustyni Kara Kum. Zaczątki miasta sięgają panowania perskiej dynastii Achemenidów. W IV wieku p. n. e. osadnictwo zostało odnowione przez Aleksandra Wielkiego – założył tutaj kolonię pod nazwą Antiochia Margiańska.
Przez stulecia Merw był miejscem, gdzie przenikały się wpływy Wschodu i Zachodu, gdzie różnojęzyczny tłum kupców przemierzający ze swoimi towarami Jedwabny Szlak przynosił ciekawostki z każdego zakątka świata. W kipiącym energią mieście istniały idee i myśli powstałe w różnych kręgach kulturowych; przenikały się różne religie – do dzisiaj zachowały się w Merw ruiny zoroastryjskich, buddyjskich, chrześcijańskich i islamskich świątyń. Ta niecodzienna mieszanka i intelektualny ferment doprowadziły miasto do wspaniałego rozkwitu w XI i XII wieku, kiedy to Merw stał się stolicą państwa Turków Seldżuckich. Te dwa stulecia to czas, gdy o mieście perscy i arabscy geografowie pisali, że jest „matką świata”. To tutaj było centrum, tutaj rodziły się nowe idee; działali najsłynniejsi islamscy naukowcy, artyści, poeci i myśliciele. Przez moment znajdowała się tutaj stolica całego islamu – przez kilka lat Merw był siedzibą kalifa czyli duchowego zwierzchnika wszystkich muzułmanów. Szacuje się także, że w XII wieku z populacją 200 tysięcy obywateli był największym miastem ówczesnego świata. W Merw pośmiertnie złożono najsławniejszego sułtana z dynastii seldżuckiej – Alp Arslana, który pokonał w bitwiw pod Manzikertem armię bizantyjską i wziął do niewoli samego cesarza. Epitafium na grobie sułtana mówi: „Ty, który byłeś świadkiem sięgającej niebios chwały Alp Arslana przybądź do Merwu a przekonasz się, że pogrzebano ją w pyle”. Miasto także zostało pogrzebane w pyle – w 1221 roku podbili je Mongołowie pod wodzą syna Czyngis Chana – Tołuja. Była to jedna z najkrwawszych zbrodni w dziejach ludzkości. Tołuj darował życie tylko stu najzdolniejszym rzemieślnikom a całą resztę mieszkańców, liczącą według szacunków badaczy od 300 do 500 tysięcy, rozkazał wymordować. W ciągu kilku godzin Mongołowie wymordowali całą populację miasta; systematycznie zniszczyli i puścili z dymem domy, meczety, mauzolea, pałace i medresy – Merw zostało zniszczone ale nie przestało istnieć – odbudowane nigdy nie powróciło jednak do świetności z poprzednich wieków ale trwało jako znacząca oaza na szlaku handlowym. Kres Merw naznaczony został pod koniec XVIII wieku, kiedy to emir Buchary – Szach Murad zburzył systemy nawadniające i wysiedlił wszystkich mieszkańców. Za czasów caratu do Merw zsyłano nieposłusznych oficerów a tubylcy – jak pisze Colin Thubron – okryli się złą sławą wiarołomców. Wtedy miało powstać turkmeńskie powiedzenie: jeśli spotkasz żmiję i mieszkańca Merwu – zabij wpierw tego drugiego. Dzisiaj Merw to olbrzymi park archeologiczny nieopodal miasta Mary, którym zawładnęli naukowcy i turyści szukający śladów dawnej świetności pogrzebanych w piaskach pustyni.

Patrząc na współczesny Turkmenistan ciężko uwierzyć, że kiedyś to tutaj biło serce świata. W średniowieczu na ziemiach rozciągających się pomiędzy Europą a Chinami istniały najwspanialsze, najpotężniejsze imperia; rozkwitały bogate, ludne miasta; na styku kultur i cywilizacji tworzyli geniusze ówczesnej nauki i sztuki. Tamerlan, który podbił ogromną część świata, nigdy nie zapędził się do Europy – dla niego i dla jego armii były to tereny zbyt biedna, położona na obrzeżach cywilizacji, nie czekały tu na nich żadne warte starań kosztowności. To Wschód zachęcał bogactwem, rozbudowywał się będąc w centrum wydarzeń i został pokonany po najazdach wojsk, które pragnęły jego skarbów. Dzisiaj warto wybrać się na wakacje do Turkmenistanu czy Uzbekistanu by moc obejrzeć, co zachowało się z czasów, gdy to na tamtejszych ziemiach rodziły się i umierały imperia i kiedy to tam liczyły się losy świata.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *