fbpx

Archives Sierpień 2019

Stolica Gruzji, czyli Tbilisi.

Podczas pobutu w Gruzji miastem zwiedzanym jako pierwsze zwykle jest stolica, czyli Tbilisi. Wiele osób popełnia kardynalny błąd próbując poznać to miasto przez poruszanie się pomiędzy zabytkami. Mało kto zdaje sobie sprawę ile może ono zyskać gdy porzucimy turystyczne trasy. Unikalne piękno tego miejsca zaklęte jest w schowanych między budynkami zaułkach.

Powitalny toast.

Jeśli mamy to szczęście, że nasz samolot ląduje w Tbilisi w nocy możemy podziwiać pięknie oświetlone budynki i ulice. Jako pierwszą prawdopodobnie dostrzeżemy wieżę telewizyjną wywyższającą się nad miastem. Wielbicielom wina z pewnością spodoba się gruzińska gościnność, której doświadczymy iż podczas odprawa paszportowa, gdyż w tym kraju każdy turysta na powitanie dostaje buteleczkę lokalnego wina. Jest to tylko przedsmak charakterystycznych dla tego kraju uczt i biesiad. Niezapomniane wrażenia gwarantuje już sam przejazd do stolicy. Stan taksówki pozostawia wiele do życzenia, a taksówkarz wraz z radiem próbują się wzajemnie zagłuszyć. Kierowca jest ujmujący jak każdy Gruzin bez przerwy zagaduje klienta z niesłabnącym uśmiechem. Żadnej kobiety przebywającej w Gruzji nie ominie lawina komplementów, która skutecznie podniesie nawet najniższą samoocenę.

Kulturowy i czasowy koktajl.

Tbilisi nazywane jest sercem Kaukazu. Europa długo walczyła z Azją o wpływy na tym terytorium, pozostawiło to liczne pamiątki w architektórze. Niezwykłym jest fakt, że do dzisiaj spacerując po mieście możemy natknąć się na wciąż aktywnie działające jako miejsce kultu meczety, synagogi, świątynie ormiańskie, katolickie  gruzińskie stojące w swoim sąsiedztwie. Ten mix kulturowy zachwyci nie jednego turystę przechadzającego się uliczkami starego miasta.

Jeśli jesteśmy fanami europejskiej strony Gruzji z pewnością powinniśmy odwiedzić aleje Rustawelego. Znajdziemy na niej secesyjne kamienice, przytłaczające swoim rozmiarem  radzieckie gmachy, dziewiętnastowieczne rosyjskie budynki użyteczności publicznej oraz nowoczesne budowle.

Jeśli jednak jesteśmy fanami architektury azjatyckiej prawdopodobnie zostaniemy fanami Łaźni Pstrej oraz Teatru Opery i Baletu. Czymś co przywodzi na myśl kulturę azjatycką  jest sposób poruszania Gruzinów. Ogromna ilość samochodów poruszających się wbrew wszelkim zasadom miesza się z hałasem silników i klaksonów zapominając całkowicie o pieszych próbujących bytować w gąszczu spalin. Miejscowi nauczeni są refleksu i przemykania tuż obok rozpędzonych aut.

Tbilisi można by nazwać stolicą kontrastów. Ramię w ramię stoją futurystyczne budowle i rozpadające się ze starości budynki. Na ulicach mijamy nowoczesne samochody prosto z salonów i dobiegające swoich ostatnich dni żiguli. W centrum możemy zjeść w modnych restauracjach, ale tradycyjnej kuchni możemy skosztować odchodząc nieco na obrzeża i zaglądając na podwórka kamienic. Możemy tam oglądać wypiekanie chleba puri w małych piecykach i tone w tradycyjnych piecach, za przyklejanie ich do wewnętrznych ścianek odpowiadają mężczyźni.

Boski jedzenie

Świerzy chleb z miejscowym słonym serem, pomidorami i ogórkami tworzy idealne połączenie. Jeśli dodamy do tego jeszcze gruzińskie wino niebiańską ucztę mamy zapewnioną. Wspomniany zestaw jest piękny w swojej prostocie zupełnie jak chleb z masłem, który każdy pamięta z dzieciństwa.

Cudowne widoki

Najcudowniejszy widok na stare Tbilisi, rzekę Kurę i kopuły cerkiew górujące nad dachami domów, roztacza się z położonej na szczycie góry twierdzy Narikała. Dodatkowych wrażeń doznamy przebywając tam nocą, skąpani w ciepłym nocnym powietrzu, przyglądając się wijącej się rzece na brzegach której wyrastają z cienia romantycznie podświetlone budynki. Osoby, które na wakacjach cenią wygodę z pewnością ucieszy fakt, że do godziny 24 można wyjechać tam kolejką. Tuż nieopodal murów twierdzy możemy zobaczyć również pomnik Kartlis Deda (Matki Gruzji), która przybyłych w dobrych intencjach wita czarą wina, a nieprzyjaciół gania mieczem. Dla Gruzinów coś jest, albo czarne, albo białe. Co oznacza, że dla przyjaciół są gościnni i pomocni, lecz dla wrogów nie mają skrupułów.

Bardziej i mniej oczywiste skarby

Przechadzkę po Tbilisi warto rozpocząć od zobaczenia cerkwi Anczischati i katedry Sioni, jednych z największych atrakcji turystycznych Gruzji. By na własne oczy zobaczyć mieszankę nowoczesności i klasyki można przejść się wzdłuż brzegu rzeki Kury od Mostu Pokoju, aż do cerkwi Metechi i stojącego przed nią pomnika historycznego założyciela miasta Wachtanga Gorgasala. Następnie by zanurzyć się w lokalnej kulturze najlepiej wybrać się na niezobowiązującą przechadzkę losowymi uliczkami poznając ciekawe małe knajpki i urokliwe zakątki. Na koniec dnia możemy zrelaksować się w restauracji nad Jeziorze Żółwim sącząc kolejny kieliszek wina.

Tibilijskie łaźnie

Czyli miejsce które zapoczątkowało powstanie miasta. Wachtang Gorgasal w V wieku założył je by ludzie mogli zażywać kąpieli w ciepłej wodzie. Teraz łaźnie są miejscem spotkań towarzyskich, biesiad, noclegów, dbania o urodę i higienę, kąpieli w siarkowych źródłach oraz masaży. Te ostatnie wykonywane są przez starsze, dobrze zbudowane kobiety za pomocą szorstkiego ręcznika. Na pierwszy rzut oka może to być nieco zniechęcające jednak dobrze się przełamać i spróbować zabiegu, gdyż po zabiegu poczujemy się wypoczęci i zrelaksowani jak nigdy.

Gruzińskie uczty i biesiady

Wybierając restaurację wart skierować swoje kroki do takiej w której odbywaja się pokazy tradycyjnych tańców. Gruzińska uczta nosi miano supry i jest kompletna tylko wtedy gdy bierze w niej udział tamada odpowiedzialny za wznoszenie toastów, najlepiej by był rodowitym Gruzinem.  Posiłek zaczynamy oczywiście od chaczapuri. Kolejnymi przysmakami, których nie można nie spróbować są kura w sosie orzechowym z bakłażanami i chinkali. Pierwszy toast zawsze wznoszony jest za Boga, kolejny za Gruzję i pokój ostatni za kobiety by były tak piękne i młode jak tego wieczoru. Mężczyźni wypijają ostatni toast na stojąco z większych naczyń niż poprzednie. Dalej już do rana wnoszone są potrawy i kolejne butelki z winem. W Gruzji nie pijemy ostatniego toastu jest przeznaczony dla wrogów.

Sakartwelo gaumardżos! – czyli Niech żyje Gruzja!

Artykuł ten opowiada o nardzie, który biesiady i sztukę ucztowania ma we krwi. Zapraszam na wyprawę do Gruzji!

Już sama legenda o powstaniu Gruzji zastanawia. Bóg, po stworzeniu świata, postanowił podzielić poszczególne krainy pośród stworzonych ludzi. Przywódcy wszystkich narodów od razu ustawili się w długą kolejkę, mając nadzieję na żyzne, bogate terytoria. Jako jedyni Gruzini zignorowali całą sprawę i zamiast stać w kolejce, rozpoczęli wielką ucztę. Bawili się, biesiadowali, tańczyli, śpiewali, jedli i wznosili toasty na cześć Stwórcy. Gdy wszystkie ziemie były już rozdane, sam Bóg zapytał ucztujących – czemu nie zgłosiliście się po swoją część? Wierzymy w Twoją prawość i hojność, zamiast tracić czas w kolejce wychwalaliśmy radośnie Twoją dobroć. Bóg wzruszony taką postawą, zdecydował podarować Gruzinom najpiękniejszy kawałek świata, który początkowo chciał zatrzymać dla siebie – tak właśnie powstała Gruzja.

Legenda piękna i jak każda, zawiera w sobie część prawdy. Gruzini faktycznie kochają biesiadować, a Supra – tradycyjna uczta jest chyba podstawowym elementem ich kultury. Po drugie, ponad wszystko kochają swoją ojczyznę i są absolutnie przekonani, że nigdzie na świecie nie ma piękniejszych gór, ciekawszych zabytków, smaczniejszego jedzenia i doskonalszego wina.  Co interesujące – popieram ich zdanie.

Gruzja oczarowuje widokami i arcyciekawą historią, oraz niespotykaną gościnnością jej mieszkańców. Chyba dlatego ostatnie lata to w polskiej turystyce prawdziwy gruziński boom. To wszystko zapoczątkowała prawdopodobnie nasze polityczne wsparcie w wojnie gruzińsko–rosyjskiej w 2008 roku. Gruzini doceniają i pamiętają o tym geście solidarności z naszej strony, a Polacy przy okazji politycznej zawieruchy zaczęli się bardziej interesować Kaukazem. Oferta niedrogich lotów z Warszawy i Katowic do Kutaisi i Tibilisi spowodowała, że ubiegłego lata Polacy byli jedną z najczęstszych turystycznych narodowości w Gruzji.

W trakcie wycieczki do Gruzji, czy jak nazywają swój kraj Gruzini – do Sakartwelo, każdy odnajdzie coś dla siebie. Wielbiciele górskich wspinaczek tłocznie przybywają do  Swaneti. Monumentane szczyty Szchary i Uszby wywołują niesamowite wrażenie, a wyprawy górskie organizowane przez Swanów, to przygoda jakich mało. W górskich wioskach- Mestii i Uszguli wciąż znajdują się tradycyjne kamienne wieże obronne, które stoją tu od kilkuset lat, jako świadectwo klanowego charakteru lokalnej społeczności.

Gruzja to miejsce idealne dla historyków sztuki i wszelkiej maści kulturoznawców. Średniowieczne świątynie i monastery nie tylko mnożą się w dużych miastach, jak TibilisiMccheta, czy Zugdidi,  odnajdujemy je też pośród lasów i stepów, na odludziu. Najurokliwszy klasztor Dawid Garedża (św. Dawida) położony jest w Kachetii, na granicy z Azerbejdżanem. Aby się do niego dostać trzeba pokonać długie kilometry gruntowej nierównej drogi przez step, ale wysiłek jest wart osiągnięcia celu podróży. Wizyta w klasztorze, otoczonym jaskiniami, w których wciąż znajdują się kilkusetletnie freski chrześcijańskie na długo pozostaje w pamięci. Bardzo ciekawie położona jest również świątynia w Bodbe. To miejsce związane z życiem i działalnością patronki Gruzji – świętej Nino. Zgodnie z tradycją urodzona w Kapadocji święta miała jako jedna z pierwszych rozpowszechnić na Kaukazie dobrą nowinę o zbawieniu. Według podań nauczała o Jezusie, trzymając w ręku krzyż, który zrobiła z gałązek winorośli, połączonych pasmem włosów.

Dla Polaków ważnym punktem wycieczki do Gruzji jest odwiedzenie słynnego Batumi. Ciekawe jest to, że swoją sławę ten czarnomorski kurort zawdzięcza piosence zespołu Alibabki. Niestety z herbacianych pól okalających miasto zostało niewiele, jednak nadal warto zajrzeć do Batumi, przede wszystkim ze względu na znajdujący się niedaleko miasta malowniczy ogród botaniczny. Latem na miłośników plażowania czekają tu szerokie plaże, jedynym ich minusem jest fakt iż są kamieniste.

Historycy i badacze dziejów ZSRR często odwiedzają rodzinną miejscowość Jóżefa Dżugaszwili. W Gori do dziś można zwiedzać muzeum poświęcone biografii Stalina. Można się tu dowiedzieć wielu interesujących faktów na temat dyktatora, takich jak to, że w młodości był dobrze zapowiadającym się poetą, jego publikacje umieszczane były nawet w tbiliskich gazetach pod pseudonimem Soselo. Pracownicy oprowadzający po muzeum cytują jeden z jego pierwszych wierszy pt. „Poranek”: Śpiewał skowronek w błękicie,/Wzlatując ponad obłoki,/I słodko brzmiący słowik /Zakwilił dzieciom z zarośli: /„Rozkwitaj moja Gruzjo!/Niech pokój panuje w kraju!/A wy, przyjaciele, nauką /Rozsławcie swoją ojczyznę!

Każdy kto odwiedził Gruzję będzie marzyć o powrocie tutaj nie tylko  ze względu na piękny krajobraz, ale z tęsknoty za tutejszą kuchnią. Gruzińskie potrawy nie mają sobie równych. W żadnym innym miejscu nie zjecie tak smacznych szaszłyków, nie mówiąc o przepysznych tradycyjnych chaczapuri – plackach z serem, czy wyśmienitych chinkali – pierogach z mięsem. Wszystko jest idealnie przyprawione i urozmaicone świetnymi sosami. Niepowtarzalne gruzińskie wino, dodaje jeszcze więcej smaku każdemu posiłkowi.

Gruzińskie przysłowie mówi, że słońce wschodzi nad domem do którego zawitali goście. Do któregokolwiek z malowniczych zakątków Gruzji pojedziecie, będziecie ugoszczeni po królewsku, gdyż gość w tutejszej tradycji to świętość. Natomiast turysta, czyli gość przybywający, by podziwiać piękno Gruzji staje się gościem arcyważnym. Jeśli jeszcze powiecie, że pochodzicie z Polski – kraju solidarnych z Gruzinami – powodów do rozpoczęcia Supry będzie aż za dużo. Filozofię gruzińskiego biesiadowania najlepiej oddaje opis Ryszarda Kapuścińskiego:
Kto trafił do Gruzji, musi spłacić daninę tutejszym obyczajom. Kto tu trafi, będzie wprowadzony w rytuał biesiady, która dla Gruzina jest smakiem życia. Gruzin ucztuje przy każdej okazji. Jego pociąg do biesiady nie wynika z próżniactwa czy beztroski. Mało widziałem narodów równie pracowitych jak oni. Gruzin lubi, żeby jego dzień pracy i trosk został zamknięty pogodnym akcentem. (…) Żaden dzień nie powtórzy się dwa razy i dlatego każdy z osobna trzeba czcić jak święto, jak wydarzenie. I Gruzin oddaje się temu obrzędowi całym sobą. Biesiada ta nie ma nic wspólnego z wyżerą, z ochlajem, z bibą. Tu się przychodzi żeby mieć przerwę w życiorysie. Gruzin gardzi pijaństwem, nie znosi picia na ilość. Stół jest tylko pretekstem, smakowitym i winem zakrapianym, ale właśnie pretekstem. Okazją żeby uczcić życie.

Gaumardżos! (gruz. na zdrowie).

Ćwiczenie jogi.

Joga to nie jedynie zestaw ćwiczeń fizycznych, ale c mniej oczywiste filozofia życia dążąca do zachowania równowagi pomiędzy ciałem i umysłem. Ćwicząc ciało, dążymy do oczyszczenia umysłu i pozbywamy się ograniczających nas napięć. Jednak nie jest łatwo się odprężyć i odpocząć, gdy zmagamy się z codziennymi kłopotami i uciążliwościami.

Dlatego polecamy Wam unikatowe warsztaty jogi w Gruzji. Atmosfera tego kraju przyczynia się do tego, że każdy, kto tu przyjeżdża natychmiast zapomina o pracy i stresie. Bliskość potężnego Kaukazu, bajkowe widoki i czar dzikiej natury uspokajają nawet najbardziej zszarpane nerwy. Z kolei wszechobecni uśmiechnięci Gruzini pokazują jak zachować dystans do życia i swoich problemów. Jest to więc perfekcyjne miejsce do odbudowy sił i relaksu. Pozwól nam zabrać Cię do Swanetii, nieokiełznanej górskiej krainy, gdzie, dzięki aktywnemu wypoczynkowi i ćwiczeniu jogi, utworzysz więź z przyrodą i nabierzesz zapału do działania. Zadbaj o swoje ciało i umysł, a przy okazji poznaj ten wyśniony kraj od najlepszej strony.

Joga w Gruzji